-Amelie wstawaj. Czeka Cię dzisiaj dużo pracy- rzekł męski głos nad moją głową.
Jego postać zniknęła za drzwiami. Tak, to był znowu Xavier. Do niego chyba nigdy nie dotrze że mam 16 lat i powinnam w szkole siedzieć.
Delikatnie zsunęłam kołdrę z ciała i usiadłam na łóżku. W pokoju nadal unosi się smród wredoty jaką pawa do mnie Xavier. Gdyby nie on i jego 'cudowne' lekcje etyki życie byłoby łatwiejsze. Ruszyłam w kierunku łazienki. Mam dość tego pałacu. Łazienka w trzech odcieniach różu. No sorry no, ale tego nie da się przeżyć. Przemyłam twarz i związałam włosy w kłosa. Teraz tylko muszę się modlić żeby mi jakąś normalną sukienkę wybrali. Wyszłam z łazienki. Moje ciało zadrżało podczas zetknięcia się gołych stóp z zimną podłogą.
-Panienko Amelie Królowa czeka już przy stole-rzekł Pip.
-Tak,dobrze już idę- odparłam.
Zawsze jak widzę Pip'a chce mi się śmiać. Jest niski, ma ciemne włosy i brązowe oczy. Jeszcze ten jego gajerek to to mnie rozwala. Założyłam moje kocie włochate kapcie i ruszyłam do jadalni.
Korytarze w tym pałacu są straszne. Pełno obrazów, popiersi,portretów. Czasami czuję się tu jak na cmentarzu. Wszystkie te oczy, tych niby moich przodków. Mam wrażenie że nie pasuję tutaj. Korytarze,komnaty, mnóstwo drzwi. Zgubić się można. Droga z mojego pokoju do jadalni jest niemiłosiernie długa. Na końcu korytarza ukazały się duże szklane drzwi. Straż machinalnym ruchem otworzyła 'wrota' przede mną.
-Dzień Dobry - przywitałam się.
-Dobry dobry-odparła babcia.
Chwilami jest tak że to ona jest bardziej wyluzowana ode mnie.
-Co Panienka życzy sobie na śniadanie?- zapytał Pip powoli odsuwając mi krzesło.
-Tosty z nuttellą- odparłam.
No i znowu słyszę tą samą odpowiedź:
-Panienka powinna zjeść coś bardziej przyzwoitego. Te tosty i nuttella to nie jest odpowiedni posiłek. Powinnaś zjeść coś bardziej pożywnego.
Tym razem chcą mnie faszerować kanapkami z łososiem i rukolą.
***Harry***
-Niall frajerze znowu zeżarłeś nuttellę!- wydarłem się na blondyna,
-Dobra byłą-odparłam oblizując usta.
Czyli znowu muszę iść do sklepu. Zostawiłem przyjaciół w salonie i zacząłem się ubierać. Na dworze znowu pada. Założyłem kaptur i ruszyłem w podróż do sklepu.Gdy doszedłem do celu zauważyłem tam dziewczynę. Była ubrana na czarno i przypatrywała się półce z nuttellą. Podszedłem bliżej i stanąłem obok niej. Stojąc niecały metr od niej zauważyłem że przygryza wargę. Wyciągnęła rękę po słoik lecz je niski wzrost nie podołał temu zadaniu. Podałem nieznajomej słoik czekolady. Nasze dłonie na kilka sekund się zetknęły. To było takie hym.... magiczne?
-Dziękuję-rzekła.
-Nie ma za co - odparłem wyszczerzając się.
- A mógłbyś mi podać jeszcze dwa słoiki?-zapytała miłym głosem.
-Jasne-odparłem.
Podałem nieznajomej słoiki i odwróciłem się po jeszcze jeden dla siebie.
-A po co Ci tyle tego?-zapytałem lecz nieznajomej już nie widać.
_________________________________________
WOW 2 komentarze pod bohaterami. Jestem pod wrażeniem xD
Tak więc to jest rozdział pierwszy! Następny pojawi się niebawem.
Lum xoxoxoxo
nutella łączy ludzi... ;D
OdpowiedzUsuńhahahhahahahha beka życia...
Emiii ;D
uroczę *.* Czekam na nowy, bo aż zżera mnie ciekawość ich następnego spotkania :D
OdpowiedzUsuń